niedziela, 30 sierpnia 2015

15. Tego nie da się naprawić

Rozdział oczywiście nie był po to żeby Was jakoś na siłę pouczać, macie własne rozumy, a taka anonimowa hug ya, nie może Was przecież poczuć. Cieszę się że większość z Was zdaje sobie sprawę z tego jakim gównem są narkotyki. 
Oraz, Nika Please, nie chcę się wymądrzać czy coś, nie mogę też negować twoich przekonań, ale mogę z czystym sercem powiedzieć że nie błądzę twierdząc że trawka szkodzi, bo szkodzi, mózg powoli zmienia się w gąbkę po długoletnim paleniu. Każde takie świństwo jest zagrożeniem dla organizmu i życia. 
Btw. Dziękuję za te małe wypracowania które dostałam od Was w komentarzach, moja przyjaciółka była szczerze przekonana gdy je czytałam jak byłam u niej że to są jakieś opowiadania.


I live my day as if it was the last
Live my day as if there was no past
Doing it all night, all summer
Doing it the way I wanna
Yeah, I'mma dance my heart out 'til the dawn
But I won't be done when morning comes
Doing it all night, all summer
Gonna spend it like no other
It was a crush
But I couldn't, couldn't get enough
It was a rush
But I gave it up
(Zara Larsson - Lush Life)
Potrzebuję trochę miłości w tym dniu
Przytul mnie, abym się nie rozpadł
Kilka dni po zakończeniu roku, wybrałam się na wycieczkę do szkoły do której mam zamiar uczęszczać po ukończeniu wakacji. Justin robił za mojego kierowcę, Babi za rozrywkę podczas dwugodzinnej podróży. 
- Dzisiaj składasz papiery, tak? - Babi przeglądała dokumenty przygotowane dla dyrekcji szkoły. 
- Będę miała tam przesłuchanie czy się nadaje - bawiłam się bransoletką na moim nadgarstku. 
- Zaśpiewasz? Oh oh! Tak! Zaśpiewaj coś mi i Jusowi! Proszę! - Babi podskoczyła w miejscu mimo pasów bezpieczeństwa. Siedziała z przodu obok Justina, a ja z tyłu rozkładając się na dwóch siedzeniach. Uśmiechnęłam się pod nosem i podałam Babi płytę którą wsunęła do odtwarzacza z przodu auta. Rozbrzmiały pierwsze rytmy "Rock N Roll" Avril Lavigne
- I don't care about my make-up. I like it better with my jeans all ripped up. Don't know how to keep my mouth shut. You say: 'So what, what?' - wyjrzałam przez okno i kontynuowałam piosenkę - I don't care if I'm a misfit. I like it better than the hipster bullshit. I am the motherfucking princess. You still love it - Babi zaśmiała się cicho na tekst piosenki - Some somehow, it's a little different when. I'm with you, you know what I really am. All about, you know how it really goes. Oh, oh, oh, oh, yeah. Some someway, we'll be getting out of this. Town one day, you're the only one that I. Want with me, you know how the story goes. Oh, oh, oh - zamilkłam. Babi zaczęła bić brawo. 
- Uwielbiam twój głos Ravenna, na serio. Jeżeli cię nie przyjmą to są idiotami - powiedziała oddając mi płytę. Uśmiechnęłam się do niej. Dojechaliśmy do szkoły, poprawiłam białą koszulę i wysiadłam z samochodu. Babi szła obok mnie trzymając mnie za rękę i dodając otuchy. Spojrzałam na tatuaż na wierzchu jej dłoni przedstawiający Piotrusia Pana i lecące za nim dzieci i przesunęłam po nim kciukiem. Posłała mi uśmiech i weszliśmy we trójkę do budynku. Do pokoju przesłuchań stały trzy osoby, każda nuciła pod nosem a ja tylko oparłam się plecami o ścianę. Jeszcze raz spojrzałam na papiery podpisane moim nazwiskiem. Po nie długiej chwili weszłam do środka. Za długim stołem naprzeciw którego stałam, siedziała trójka dorosłych. 
- Ravenna Harvey - położyłam przed nimi swoje dokumenty. Obejrzeli je i kazali zaśpiewać. Przełknęłam ślinę i wbiłam wzrok w ścianę za ich plecami - I don't care about my make-up. I like it better with my jeans all ripped up.. 
Po skończonej piosence, zamilkli. Patrzyli na mnie i zaczęli rozmawiać szeptem między sobą. 
- Nie ma wątpliwości że takie osoby jak ty przyniosą niebywałą chlubę naszej szkole, witamy w akademii Panno Harvey - powiedziała blondwłosa kobieta. Pisnęłam szczęśliwa.
- Dziękuję, dziękuję! - podskoczyłam w miejscu. Zaśmiali się. 
- Wszystkie informacje dostaniesz drogą mailową.
Wyszłam z sali i podbiegłam do Babi, wskoczyłam na nią oplatając ją nogami w pasie, a ona o dziwo mnie utrzymała. 
- Przyjęli mnie! - zapiszczałam - Będę się tu uczyć! 
Wróciliśmy do domu, akurat siadaliśmy do obiadu i miałam im ogłosić dobrą nowinę kiedy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. 
- Otworzę - powiedziałam i ruszyłam do drzwi. Gdy je otworzyłam ujrzałam osobę której nie chciałam widzieć już nigdy więcej. Liam stał przede mną - Czego chcesz? 
Spojrzałam na jego twarz, w której było coś dziwnego jakby zaraz miał się.. 
- Wybacz że cię nachodzę ale.. - w jego oczach zobaczyłam łzy. Tylko raz widziałam go płaczącego i to z powodu jego siostry czyżby. 
- Coś się stało? - oparłam się ramieniem o drzwi obserwując Liama i udając że jego łzy w ogóle mnie nie ruszają. 
- Prawdopodobnie cię to nie obchodzi ale jesteś jedyną osobą która o tym wszystkim wiedziała i.. Rachel zmarła wczoraj - wyszeptał spuszczając głowę. Zacisnęłam usta. Cholera. 
- Przykro mi - wymamrotałam. 
- Ravenno! Kto to? - zawołała Channella. Wzięłam głęboki oddech. 
- Wejdź - mruknęłam i pociągnęłam go za nadgarstek do środka. Nie wybaczyłam mu, nadal go nienawidzę, jednak nie umiem być dla niego wredna wobec takiej sytuacji jak śmierć siostry - To Liam - wprowadziłam go do jadalni. 
- Dzień Dobry - przybrał swój naturalny wyraz twarzy a łzy jakby gdzieś zniknęły. 
- Oh TEN Liam? - Channella spojrzała na mnie. Kiwnęłam głową - Usiądź, zjesz z nami - wskazała wolne miejsce między mną a Nią. Teraz wszystkie miejsca przy stole były zajęte. Ja obok taty, obok mnie Liam, po prawej stronie Liama Channella, po prawej Channelli jest Babi, a obok Babi siedzi Jus. A po boku Justina jest znowu tato. 
- Komplet - zażartowałam. Nałożyłyśmy z Babi każdemu po kawałku zapiekanki ziemniaczanej z kurczakiem. Jedliśmy aż tata zagadnął mnie o szkole - No właśnie miałam Wam powiedzieć - odłożyłam widelec - Dostałam się do Akademii! - zawołałam z szerokim uśmiechem. 
- To wspaniale córcia! - powiedział tata łapiąc mnie za rękę i ściskając ją.
- Gratulacje Ravenno - odezwała się Channella. 
- Brawo - zerknęłam na Liama. Skończyliśmy jeść i zaprowadziłam Liama do swojego pokoju. Usiadł na moim łóżku. Siedzieliśmy chwilę w ciszy - Odcięłaś się całkiem od nas - zaczął cicho. 
- Spodziewałeś się że po tym wszystkim będzie jak zawsze? - uniosłam brwi i spojrzałam na niego kątem oka. Pokręcił głową - Co z Mackenzie? 
- Wyprowadziła się z rodzicami. Urwał się kontakt.. Do Roxanne też się nie odzywasz? 
- Nie, Liam. 
Siedzieliśmy w ciszy.
- Przepraszam Rav, tylko zająłem ci bezsensownie czas - powiedział cicho wstając, nie wiedzieć czemu złapałam go za nadgarstek. Zerknął na mnie.
- Naprawdę mi przykro z powodu Rachel, nie wiem czemu jesteś akurat u mnie, ale jeżeli myślisz że może powrócić to co było kiedyś.. - wzięłam głęboki oddech i zdołałam spojrzeć mu w oczy - Tego nie da się naprawić, Li.
Patrzył na mnie chwilę aż skinął powoli głową, puściłam jego rękę i podniosłam się.
- Odprowadzę cię do drzwi - mruknęłam i zeszliśmy na dół.
- Ravenna! Idziemy do klubu oblać twoje dostanie się do Akademii! - zawołała Babi wychylając się patrząc na mnie - Możesz zabrać smutnego kolegę, może się rozerwie? - mrugnęła do nas i zniknęła. Zerknęłam na Li.
- Spokojnie, idę do siebie - posłał mi słaby uśmiech i wyszedł. Patrzyłam chwilę na drzwi za którymi zniknął i pobiegłam do siebie. Przebrałam się i po pół godzinie jechaliśmy już do klubu. Ja i Babi siedziałyśmy z tyłu, a Justin prowadził.
- Szczerze braciszku, nigdy nie pomyślałabym że chodzisz na imprezy - zaśmiałam się. Bo w rzeczywistości naprawdę nigdy nie widziałam żeby wychodził na imprezę, nigdy.
- Ha ha ha - powiedział sarkastycznie.
- Ale wreszcie się razem napijemy i tak dalej - poklepałam go po ramieniu. Dojechaliśmy na miejsce, weszliśmy do głośnego klubu. Usiedliśmy przy barze, a Babi zamówiła kolejkę szotów.. Razy pięć. Z lekko zamgloną głową rozglądałam się po klubie, musiałam zmrużyć oczy by zdać sobie sprawę kogo naprawdę widzę. Chwiejąc się, wstałam z wysokiego krzesła i ruszyłam ku loży w której siedział Liam, Franky i Niall. Popijając cały czas piwo, rozmawiali o czymś niemrawo.
- Dupku, powiedziałeś że idziesz do siebie - kopnęłam lekko Liama mrużąc wściekła oczy. Nie chciałam go tutaj. miałam się w końcu zabawić, ale bez niego, bez myślenia o nim.
- O co ci chodzi? A, no tak - również był trochę pijany.
- Zaprosiłem go tu, powiedział mi o siostrze i.. żeby się rozerwał - powiedział Niall unosząc piwo. Pokiwałam powoli głową. Franky uśmiechnęła się do mnie słabo. Wyglądała inaczej niż zazwyczaj, jakby przyszarzała, włosy jej zmatowiały.
- Może napijesz się z nami? - spytała cicho. Potrząsnęłam głową.
- Muszę iść do toalety - wymamrotałam i weszłam do łazienki. Oparłam się o umywalkę i spojrzałam w lustro. Cholera, nie potrzebnie do nich podeszła. Nagle ktoś wszedł do łazienki. Liam stanął za mną, obróciłam się do niego, a on zaatakował moje usta. Chciałam go odepchnąć ale w końcu się poddałam. Uniósł mnie lekko i usadził na umywalce wciąż całując - Nie - wymamrotałam.
- Rozumiem Rav, nie zmienię tego co się stało ale potrzebuję cię, potrzebuję tego - pocałował mnie znów po swoim krótkim monologu. Po krótkim maratonie całowania wyszliśmy z łazienki. Powiedziałam Jusowi i Babi że wrócę z Liamem. Niall i Franky też postanowili wracać więc wsiedliśmy do samochodu. Wszyscy byliśmy pijani jednak nie powstrzymało to Nialla przed zajęciem miejsca za kierownicą. Siedzieliśmy z Liamem z tyłu całując się. Franky i Ni, śmieli się głośno rozmawiając na różne idiotyczne tematy. Zerknęłam na przednią szybę i zobaczyłam oślepiające światło jadące na nas.

czwartek, 20 sierpnia 2015

14. Co my zrobiliśmy?

Co do tych dużych żelków to to jest na faktach, nie skojarzyłam tego że może być to podobne do "Klopsik i inne zjawiska pogodowe", ale pamiętam jak osoba opowiadała mi że palili w lesie skuna i podjadali żelki, to tej osobie wydawało się że gonią ją wielkie Haribo po lesie :') 
NARKOTYKI SĄ ZŁE, BARDZO ZŁE, A W MOIM OPOWIADANIU SĄ GŁUPIE NASTOLATKI KTÓRE ĆPAJĄ I PIJĄ, BO SĄ GŁUPIE. 
Wiem że to wszystko nie ma sensu, ale wiecie, chciałam wplątać to o tych żelkach więc są i narkotyki. 
Ja naprawdę nie polecam ćpania :( Tyle się słyszy o tych narkotykach i dopalaczach, nie chcę by Was misie Haribo goniły po lesie lub, co gorsza, po domu. Można się dobrze bawić bez narkotyków czy alkoholu. I NIECH LIAM CZY RAVENNA NIE BĘDĄ DLA WAS PRZYKŁADEM.
Chyba pobudziłam sąsiadów tym Caps Lockiem.. :(
Btw. Też kocham burze, ale to był pretekst by Ravenna spała z Liamem w śpiworze :')
Tak, już skoczyłam swój monolog o Haribo, narkotykach i burzach, zapraszam do czytania! 

And if you can't tell, I'm scared as hell,
'Cause I can't get you on the telephone,
So just close your eyes,
Oh honey here comes a lullaby,
Your very own lullaby,
Everybody's hit the bottom,
And everybody's been forgotten,
And everybody's tired of being alone,
Everybody's been abandoned,
And left a little empty handed,
So if you're out there barely hangin' on
(Nickelback - Lullaby)
Bo umiesz śmiać się śmierci prosto w twarz.
Do momentu kiedy nie zabierze kogoś kogo znasz.
Dzień później ulewy ustały, grupa wyprowadziła się z namiotu Liama. Cały obóz zrobił sobie zawody, różne gdy i zabawy. Siedziałam z Roxanne i starałyśmy się odgadnąć kalambury jakiegoś chłopaka ale miał krzywe ruchy i nic nie rozumiałam. Niall przyszedł do nas i złapał mnie za ramię kiwając do Pani Meadows która spojrzała się na niego podejrzliwie.
- Co chcesz? - spytałam gdy odeszliśmy kawałek - Gdzie reszta?
- Chodź bo dla ciebie zabraknie.. - uśmiechnął się, a mi humor się zepsuł.
- Popieprzyło Was?! Znowu ćpacie?! - spytałam ściszonym głosem choć chciałam na niego nawrzeszczeć.
- Ta, ktoś tutaj ogarnął narkotyki, no chodź..
- Odwal się - odepchnęłam go i usiadłam na miejsce. Schowałam twarz w dłoniach. Bałam się o nich, boję się że przesadzą z narkotykami. Że Liam z nimi przesadzi. Po piętnastu minutach wstałam i ruszyłam w krzaki w których zniknął Niall. Po paru minutach marszu przez las usłyszałam spanikowane głosy. Przyśpieszyłam kroku i zobaczyłam znajome postacie.
- Louis?! - podbiegłam do chłopaka który chodził w miejscu - Co się stało? Gdzie Liam?! - był tutaj tylko on, roztrzęsiona Franky i Perrie - Co się dzieje?! - zaczęłam iść dalej - Liam?! Li? - zobaczyłam go stojącego nad czymś. Podeszłam do niego i mocno przytuliłam - Ty dupku, myślałam że coś ci się stało? - wyszeptałam bliska łez i uderzyłam go w ramię. Nie objął mnie, stał w miejscu - Payne? - podążyłam za jego wzrokiem i zobaczyłam kogoś leżącego na ziemi i osoby wokół niej. Odsunęłam się od Liama i nie pewnie zrobiłam kilka kroków do reszty - Niall? - zobaczyłam Mackenzie leżącą na ziemi i zakryłam usta. Z jej ust toczyła się piana, odepchnęłam chłopaków i położyłam dziewczynę na boku. Nie wiem skąd wiedziałam że tak trzeba zrobić, włączyło mi się to automatycznie - Co braliście?! Kenzie - klepnęłam ją po policzku mimo iż wiem że jest nieprzytomna.
- Nie wiem, jakieś dopalacze czy.. - Liam potrząsnął spanikowany głową.
- Jesteście tacy głupi! Weź ją na ręce! - powiedziałam do Nialla co zrobił od razu. Biegliśmy przez las.
- Co ty chcesz zrobić Rav? - spytał Li biegnąc za nami.
- Zaniesiemy ją do obozu, a tam wezwą karetkę.. - wysapałam podążając za Niallem.
- Pójdziemy siedzieć za to - szarpnął moim ramieniem i mnie zatrzymał. Oboje dyszeliśmy od biegu, spojrzałam Liamowi w oczy - Wiesz że nie mogę, muszę iść na studia - wyszeptał.
Potrząsnęłam z niedowierzaniem głową.
- Twoja przyjaciółka umiera, a ty myślisz o studiach? Jesteś nikim Liam - wysyczałam i dobiegłam do Ni. W końcu dotarliśmy we dwoje na obóz - Pomocy! - krzyknęłam. Niall położył Mackenzie na trawie, Pan Lloyd podbiegł do nas. Sprawdził puls Hicks. Cała reszta działa się strasznie szybko, nie wiem kiedy z lasu wróciła reszta ale dopiero po tym jak odjechała karetka z Mackenzie i Panią La Bonnett w środku. A co najgorsze, Franky, Perrie, Louis, Harry, Liam, Frank i Zayn udawali że nic się nie stało. Siedzieli wokół ogniska i rozmawiali między sobą po cichu. Ocierając łzy pakowałam swoje rzeczy i składałam śpiwór jak kazała Pani Meadows wszystkim. Godzinę później tata przyjechał samochodem razem z Channellą i Justinem, mieliśmy już odjeżdżać kiedy policja która przyjechała na obóz zatrzymała nas. Spojrzałam przerażona na policjantów którzy kazali mi wysiąść. Zobaczyłam że przy dwóch radiowozach stoją Niall, Liam, Franky i reszta. Zagryzłam wargę i dołączyłam do nich. Usiadłam na ziemi opierając się plecami o koło, chciałam się od nich odizolować. Nie chciałabym ich znać. Jak mogli chcieć, w ogóle pomyśleć o tym żeby przełożyć swoją przyszłość nad zdrowie przyjaciółki.
- Rav.. - zaczął Niall kucając obok mnie. Zgromiłam go wzrokiem. Moje oczy były pełne łez - Musimy wiedzieć co zamierzasz im powiedzieć.. - kiwnął na policjantów.
- Zejdź mi z oczu - wysyczałam.
- Nie rozmawiać - zawołał jakiś policjant. Zacisnęłam powieki. W ogóle dziwiło mnie co reszta tu robi, przecież to ja i Niall przenieśliśmy Mackenzie, my jesteśmy pierwszymi podejrzanymi, prawda? Policja rozmawiała z naszymi rodzicami, Jus spoglądał na mnie opierając się o samochód. Chciałam zniknąć. Zawieźli nas na komisariat, a rodzicom kazali wrócić po nas za kilka godzin. Nawet siedziałam w innym radiowozie niż tamci.
- Nie wyglądasz na narkomankę - trafiłam do radiowozu z jednym policjantem. Siedziałam z tyłu wpatrując się w zachodzące za szybą słońce. Zerknęłam w lusterko w którym obserwował mnie policjant. Był w podeszłym wieku ale wyglądał na dość miłego.
- Nie jestem nią, nigdy nie ćpałam - skłamałam, przecież tylko paliłam, raz na imprezie i raz w lesie.
- Więc co robiłaś z tamtymi dzieciakami? To ty przyprowadziłaś tamtą dziewczynę?
- Niall ja przyniósł, ja tylko szłam za nim i pilnowałam by nie porzucił jej w lesie - wymamrotałam - Czemu kazaliście zostać wszystkim? To znaczy naszej grupie znajomych?
- Tak wskazał Pan Lloyd. To towarzystwo Mackenzie Hicks - odpowiedział. Niechętnie wysiadłam z radiowozu i wyprzedziłam tamtych by nie musieć z nimi rozmawiać. Zostałam przesłuchana jako pierwsza.
- Ravenna Harvey, tak? - skinęłam głową do policjanta - Byłaś na wycieczce szkolnej? - co za idiotyczne pytanie, oczywiście ze tam byłam. Znowu pokiwałam głową - Brałaś narkotyki z Mackenzie Hicks? - potrząsnęłam energicznie głową.
- Gdy tam przyszłam ona już leżała z pianą toczącą się z ust.. - wyszeptałam w głowie błysnął mi ten obrazek.
- Po co tam poszłaś? Po narkotyki?
Zmarszczyłam brwi.
- Za kogo Pan mnie ma? - wyszeptałam mrużąc oczy.
- Za podejrzaną - warknął - Po co poszłaś do lasu i kto tam był?
- Bałam się o chłopaka - powiedziałam cicho patrząc na swoje kolana. Nie mam zamiaru ich wsypać, choć powinnam. Nie chcę by Liam stracił szansę na studia, nie chcę by Niall czy Louis poszli do więzienia za dostarczenie narkotyków, by Franky czy Perrie poszły do poprawczaka bo są nie pełnoletnie.
- Chłopaka? Ale to dziewczyna za dużo przyćpała.
- Źle się czuję - powiedziałam i wstałam. Wyszłam z pomieszczenia i usłyszałam jak Pan Lloyd wrzeszczy na na resztę siedzących jak dzieci które zrobiły coś złego i są przerażone przyszłą karą.
- Chcecie mi powiedzieć że znaleźliście dopalacze, i to w takiej ilości, w środku lasu?! Macie nas za idiotów?! Mackenzie walczy o życie, a wy chcecie ratować własne tyłki! Ale kara Was nie ominie! Wiemy które z Was brało, narkotesty wskazały Malika, Payne'a Franky Stone i Edwards.
Patrzyłam na tą sytuację, jak Liam spuszcza głowę, Franky zaczyna płakać, Malik kręci głową, a Perrie wpatruje się w ścianę.
- Ravenna - wzrok Pana Lloyda skierował się na mnie - Ominął cię narkotest.
- Ona nie brała - odezwał się Liam podnosząc się lekko.
- Siadaj - warknął Pan Lloyd.
- Nie brała żadnych narkotyków, skrzyczała Nas gdy jej zaproponowaliśmy, a przyszła tam bo wiedziała że zrobimy coś głupiego. Tylko dzięki niej, Mackenzie żyje - powiedział cicho spoglądając na mnie.
- Harvey - mruknął Pan Lloyd - Możesz wracać, twoi rodzice czekają na zewnątrz - westchnął i patrząc na mnie. Skinęłam tylko głową i wyszłam szybko z budynku. Zrobiło się już ciemno, odnalazłam samochód taty i wsiadłam do niego. Z tyłu siedział Justin, przytuliłam się do niego mocno z trudem powstrzymując łzy. Objął mnie i pocałował w czubek głowy. Tata ruszył z parkingu i zerknął na mnie przez ramię.
- Skąd narkotyki wzięły się na obozie dla uczniów? Jakim cudem nauczyciele tego nie zauważyli? - słyszałam w jego głosie że jest oburzony. Cieszę się że nie jest zły na mnie. Justin cały czas mnie tulił - Nie brałaś nic, prawda? - zrobił chwilę przerwy.
- Nie, oczywiście że nie.
Nie rozmawiając już wróciliśmy do domu, położyłam się od razu do łóżka jednak nie mogłam zasnąć. Leżałam tak, aż w środku nocy wyplątałam się z pościeli i poszłam do sypialni taty i Channelli. Spali ale nawet się nie przytulali.
- Tato? - wyszeptałam.
- Hmm? - zamrugał kilka razy.
- Nie mogę spać, ciągle myślę o Mackenzie, boję się że ona nie przeżyje. Nie wybaczyłabym sobie tego - łzy spływały po mojej twarzy. Tata zapalił lampkę i usiadł na łóżku. Usiadłam na skraju materaca, a on przytulił mnie mocno. Channella też się obudziła - Przepraszam - zaszlochałam - Wstajecie rano do pracy, a ja w środku nocy.. - jeszcze bardziej się rozpłakałam.
- Shhh, spokojnie kochanie, nie martw się tym - Channella pogłaskała mnie po plecach.
- To co się stało z Mackenzie to nie twoja wina. Nie kazałaś jej brać Ravenna. Nie dość że nie kazałaś to jeszcze uratowałaś jej życie. Wszystko będzie w porządku. Ta cała sytuacja to będzie po prostu nauczka dla Was wszystkich, nie sądzisz? - odparł tato na co skinęłam lekko głową.
- Nienawidzę ich za to. Za to że byli tacy głupi by brać narkotyki..
Kilka dni później zdecydowałam się w końcu iść do szkoły. Tata był stanowczo na nie, nie chciałbym wracała do tamtego towarzystwa. Ale musiałam tam się w końcu pokazać, rozeznać w tym czy bal się w ogóle odbędzie. W sumie nawet nie wiem czy pójdę na bal absolwentów, nie ważne czy się odbędzie czy nie. Mimo słońca ubrałam sweter, nie czułam się dobrze, te kilka dni przesiedziałam w łóżku nie mogąc spać. Ciągle myślałam o Mackenzie. Wiem że muszę wyglądać jak upiór ale idę do szkoły. Justin zawiózł mnie tam i powiedział że jeżeli tylko poczuję się gorzej lub będę chciała wracać to mam zadzwonić. Wymusiłam uśmiech i wysiadłam z auta brata. Weszłam do szkoły i miałam wrażenie że każdy się na mnie gapi. Przez wszystkie lekcje siedziałam skulona w swojej ławce, nie poszłam nawet na trening. Widziałam Liama, Nialla, Roxanne i Franka ale przy żadnej z tych osób nie zatrzymałam się ani się z nimi nie przywitałam. Nie poszłam na trening, od razu zaczęłam iść w stronę domu.
- Ravenna - usłyszałam za sobą Liama, przyśpieszyłam kroku. Złapał mnie za ramię, jak w lesie, i zatrzymał.
- Zostaw mnie - odepchnęłam go - Nie odzywaj się do mnie. Nie chcę cię więcej widzieć Liam.
- Byłem wtedy naćpany Rav - wyszeptał gdy stałam do niego plecami z zamiarem odejścia - Gdybym myślał trzeźwo nigdy nie pomyślałbym o zostawieniu jej tam. Nie jestem potworem. Jestem tylko głupi.
- Myślisz że to coś zmieni? - odwróciłam się do niego powoli - Mackenzie jest w szpitalu. Nie masz pojęcia co przeżyłam Liam. Nie wiesz jak się bałam o ciebie gdy biegłam do tego cholernego lasu! - setny raz moje policzki zalały się łzami - Nienawidzę cię za to. Wiesz że można przedawkować i skończyć jak skończyła Mackenzie, a i tak braliście to gówno. Nawet nie wiedzieliście co to. Dopalacze, najgorsze gówno, zdajesz sobie z tego sprawę? W składzie była trutka na szczury!
Podszedł do mnie i chciał przytulić, ale cofnęłam się o kilka kroków.
- Nie Liam! - wrzasnęłam - Nie! - kręciłam głową. Chciałam go mocno przytulić jednocześnie marząc o tym by wepchnąć go pod samochód. Zaczęłam iść w stronę domu.
- Mieliśmy iść razem na bal Rav - usłyszałam jego cichy głos.
- Zapomnij - rzuciłam przez ramię i odeszłam. Jus zawiózł mnie do szpitala w którym jest Mackenzie. Chwilę wykłócałam się o wejście do sali w której leżała moja koleżanka. Zobaczyłam ją, leżała na łóżku. Zwykle prześliczna, teraz wyglądała jak cień siebie. Jej włosy zmatowiały, była bardzo blada, jej skóra wyglądała jak papier. Spojrzała na mnie gdy weszłam do środka. Uśmiechnęła się do mnie słabo.
- Hej - wyszeptała. Podeszłam bliżej.
- Hej Kenzie - uśmiechnęłam się do niej lekko - Jak się czujesz?
- Lepiej - kiwnęła głową - A ty? Wyglądasz okropnie.. - uniosła brwi. Zacisnęłam usta. Gdyby nie to w jakiej sytuacji się znalazłyśmy powiedziałabym że ona też za ślicznie nie wygląda.
- Kiepsko. Rozmawiałaś z policją?
- Jeszcze nie - gniotła w dłoni skrawek kołdry.
- Powiesz od kogo dostaliście dopalacze? - przekrzywiłam głowę gdy ona pokręciła swoją - Czemu? Nie chcesz żeby ten przez kogo tu jesteś dostał to na co zasłużył?
- To nie jego wina Ravenno - powiedziała patrząc mi w oczy - On sam tylko je miał, nie brał ich. Jestem tu przez swoją głupotę. Gdybym pomyślała trochę, nie wzięłabym tego. To tylko i wyłącznie moja wina. I dostałam to na co zasłużyłam - złapała mnie za rękę i ścisnęła lekko - Ale żyję. Bóg jest dla mnie łaskawy mimo podejmowania chujowych decyzji.
- Wierzysz w Boga? - spytałam marszcząc brwi. Jestem deistką*.
- Tak. Gdy ocierasz się o śmierć zawsze nawracasz się do Boga.

Tak trochę rozdział ku przestrodze :) x

*Deizm, pogląd filozoficzno-teologiczny zakładający, że Bóg stworzył świat, bądź odegrał w jego początkach rolę "pierwszego poruszyciela", ustalił prawa, wg których cała rzeczywistość miała się rozwijać, ale nie ingeruje od tamtej pory ani w bieg historii naturalnej, ani w dzieje człowieka.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

13. Mam dużo miejsca w swoim śpiworze

Z dedykacją dla Benia XYZ.
Nie dziękuj mi za to, przecież tylko dla Was tu jestem. Pisanie to całe moje życie. WY to całe moje życie :) x

Waking up
Beside you I’m a loaded gun
I can’t contain this anymore
I’m all yours, I got no control
No control
Powerless
And I don’t care it’s obvious
I just can’t get enough of you
The pedals down, my eyes are closed
No control
(One Direction - No Control)
- Chodźmy na spacer! - krzyknęła Mackenzie wchodząc do naszego namiotu, a za nią Zayn i Niall. Usiadłam przecierając zaspana oczy.
- Jak wy się tu mieścicie? - spytałam i odchrząknęłam. Liam nawet nie podniósł głowy. Złapałam jego bluzę leżącą obok i uderzyłam go nią po głowie. Mruknął coś tylko przez sen na co wywróciłam oczami - Liam, dupku, wstawaj!
- Milcz - wymamrotał.
- Mamy zioło - powiedział Niall na co Li od razu przewrócił się na plecy i spojrzał na nich. Cała trójka prócz mnie i Li uśmiechała się szeroko - Pójdziemy na spacer, przyjaramy, wrócimy i udamy że nic się nie stało. Najwyżej położymy się od razu do namiotów. Co wy na to?
- Narkotyki są fee - powiedziałam kładąc się z powrotem.
- Narkotyki są mniam - powiedziała Kenzie siadając na mnie okrakiem. Zepchnęłam ją z siebie - Wstawajcie! No już, już, już! Nie będzie porannego numerka!
Kopnęłam ją gdy powiedziała o seksie.
- Au? - zapiszczała podnosząc się i łapiąc Nialla i Zayna za ręce - Macie 5 minut inaczej idziemy bez Was.
Wyszli, a Liam sięgnął po koszulkę.
- Ej no, zamierzasz ćpać podczas wycieczki szkolnej? - spytałam patrząc jak się ubiera i niechętnie odwróciłam wzrok gdy zmieniał bokserki.
- Nie. Zamierzam ćpać z tobą i znajomymi podczas wycieczki szkolnej - uśmiechnął się do mnie. Westchnęłam i sięgnęłam po sukienkę, odwróciłam się plecami do niego i szybko ubrałam. Wyszliśmy razem z namiotu, niedaleko nas czekała już reszta.
- Idziemy na spacer Panie Lloyd! - zawołała Franky idąc w stronę lasu i ciągnąc za rękę Louisa. Gdy oddaliliśmy się bardziej Perrie rzuciła chłopakom swoją torbę.
- Po kiedy wała wzięłaś tyle paczek żelków? W ogóle skąd je miałaś? - spytałam zaglądają Harry'emu przez ramię.
- Zabrałam Roxanne - wzruszyła ramionami idąc przez las. Wywróciłam oczami. Mam nadzieje że chociaż powiedziała Roxanne że bierze coś z jej torby. Usiedliśmy na ziemi, ja pomiędzy Liamem i Franky, naprzeciwko mnie siedział Zayn. Harry wyjął z torby paczki żelków, misiów Haribo i rzucił po dwie każdej z dziewczyn. Bawiłam się opakowaniem i jedno dałam Liamowi. Otworzył je i wrzucił czerwonego żelka do ust. Otworzyłam usta gdy wyjął z paczki zielonego misia, udał że mi go daje po czym sam go zjadł. Wydęłam niezadowolona wargi i udałam obrażoną. Wynalazł w paczce kolejnego zielonego i mi dał. Uśmiechnęłam się szeroko i patrzyłam jak Zayn przypala pierwszego skręta.
- A tak właściwie to co to? - spytałam patrząc jak Zayn się zaciąga.
- Skun - powiedziała Perrie. Uniosłam pytająco brwi na co przewróciła oczami.
- Chemicznie modyfikowana marihuana - powiedział Liam na co obróciłam głowę w jego stronę - Ta posiada więcej THC niż zwykła. Wiesz, większy odjazd.
Patrzyłam nie pewnie jak Malik podaje skręta Mackenzie, która zaciąga się przymykając oczy, potem Mulat przypala drugiego i podaje w drugą stronę czyli do Louisa.
- No nie wiem - zagryzłam wargę gdy Liam po tym jak się zaciągnął chciał mi podać skręta.
- Bo się wypali - zachęcił mnie Payne z uśmiechem - No weź, wszystkiego w życiu trzeba spróbować*.
Niepewnie wzięłam między palce skręta i przyłożyłam do ust. Pachniał dziwnie, wszyscy wokół już pachnieli dziwnie tym cholerstwem. Zaciągnęłam się i zatrzymałam dym w płucach wpatrując się w Zayna i Kenzie siedzącą mu na kolanach. Szybko oddałam Liamowi skuna czy jak to się tam nazywało i odchyliłam do tyłu kładąc głowę na mchu. Otworzyłam paczkę żelków i spojrzałam uważnie na żółtego misia zanim włożyłam go do ust. Chciałam jakoś zabić smak narkotyku więc wepchałam do ust garść kolorowych misiów i wpatrywałam się niebo. Liam położył się obok mnie, między wargami miał skręta. Wyjął go z między ust i przyłożył go do moich. Zaciągnęłam się patrząc mu w oczy. Podałam jointa pierwszej lepszej osobie, a Liam pochylił się nade mną i mnie pocałował. Położyłam dłoń na jego karku i pogłębiłam pocałunek.
- Smakujesz jak Haribo - zaśmiał się muskając językiem mój język. Spojrzałam za niego i zobaczyłam coś dziwnego.
- Li - uderzyłam go w ramię ale on nie chciał oderwać się od mojej szyi - Liam, zobacz! - pisnęłam. Odsunął się unosząc brwi, a ja zobaczyłam jego zamglone tęczówki - Tam jest, zobacz - wyszeptałam, Liam spojrzał za siebie.
- Co? - spytał.
- Wielkie misie Haribo, Liam, one tu idą! - pisnęłam przytulając się mocno do Payne'a - Czerwony się na mnie patrzy!
- Ale ma jazdę - ktoś się zaśmiał. Usiadłam i spojrzałam na nich przerażona. Wszyscy wyglądali jak wielkie misie Haribo tyle że w ubraniach. Krzyknęłam i zaczęłam się czołgać do tyłu.
- Ravenna, Rav! - Liam wstał i usiadł na moich udach zatrzymując mnie. Jako jedyny nie wyglądał jak żelek - Już, uspokój się - złapał moje policzki i spojrzał mi w oczy - Zaraz ci przejdzie, skun nie trzyma długo. Ćpałaś kiedykolwiek wcześniej?
Pokręciłam powoli głową nie odwracając wzroku od jego twarzy. Mimo to za jego plecami mignął mi biały miś Haribo. Zacisnęłam powieki.
- Myślę że to tłumaczy czemu tak na nią podziałało - usłyszałam Harry'ego ale bałam się otworzyć oczy i zobaczyć te żelki.
- Będzie padać - odezwała się Perrie.
- Wy ich nie widzicie? - spytałam przytulając mocno Liama. Chciało mi się płakać. Te misie były wielkie i jakby patrzyły na mnie złowrogo. Li podniósł się i wziął mnie za ręce, podciągnął do góry. Przytulił mnie mocno i chwilę kołysał się ze mną. W końcu, po paru minutach gdy pierwsze krople deszczu spadły na moją twarz otworzyłam oczy. Nie widziałam żadnych misiów ani nikt z moich znajomych nie przypomniał żelka. Ktoś puścił muzykę, akurat leciała Kiesza "Hideaway". Zaczęliśmy iść do obozu. Deszcz się powoli rozkręcał.
Louis szedł i robił "Ooh, aah, aah, ooh, ooh, aah, aah, ooh" równo z Kieszą. Skrzywiłam się na jego wycie.
- Ciekawe jak ona w łóżku krzyczy - parsknął śmiechem Liam. Niall potaknął mu gdy wreszcie zrozumiał o co Payne'owi chodziło. Szłam trzymając się jego ramienia i rozglądając czy gdzieś nie ma misia Haribo.
- Spokojnie, nigdy się tego nie dowiecie - prychnęła Franky idąc z Niallerem za rękę.
- Jesteś zazdrosna? - zaśmiał się Zayn.
- Ta, szczególnie o ciebie - wywróciła oczami, a Zayn zgromił ją spojrzeniem. Usłyszeliśmy grzmot. Wszystkie dziewczyny, w tym ja, pisnęłyśmy przerażone.
- Boję się burzy - zawołałam idąc szybciej i puszczając ramię Liama. Byłam już cała mokra, sukienka przylegała do mnie całkowicie, reszta musiała mieć widoki ale zignorowałam to i pobiegłam przez las.
Pobiegłam do naszego namiotu i schowałam się w nim kiedy piorun uderzył gdzieś nie daleko. Niedługo później Liam również wszedł do namiotu. Uśmiechnął się do mnie, a ja wzdrygnęłam się na kolejne uderzenie. Liam rozebrał się do bokserek i położył do śpiwora. Przebrałam się w koszulkę i bieliznę, mokrą sukienkę rzuciłam w kąt namiotu i usiadłam na swoim śpiworze.
- Liam? - dotknęłam jego ramienia.
- Hmm? - leżał do mnie plecami.
- B-boję się - wyszeptałam. Spojrzał na mnie przez ramię.
- Chodź - odchylił śpiwór - Mam dużo miejsca w swoim śpiworze..
Patrzyłam na niego nie pewnie.
- Ale bez żadnych takich, tak? Po prostu..
- Nie dotknę cię Rav - wywrócił oczami. Weszłam do jego śpiwora który teraz był ciasny gdy leżeliśmy w nim oboje. Obróciłam się plecami do Liama, a on przytulił się do moich pleców.
- Miało być bez.. - zaczęłam ale uciszył mnie szczypiąc mnie w udo. Zaplótł dłonie na moim brzuchu i wtulił twarz w mój kark. Zamarłam gdy usłyszałam kolejny piorun, a Li pocałował mnie w ramię i przytulił mocniej.
- Nie bój się - wymamrotał. Wzięłam głęboki i drżący oddech. Było mi ciepło i dobrze.
Rano wciąż padało, ścisnęliśmy się wszyscy w namiocie Liama, ja siedziałam pomiędzy jego nogami, a on mnie obejmował. Franky leżała na Mackenzie, Perrie siedziała na Franku. Zayn, Niall, Lou i Harry jakoś się zmieścili obok. Graliśmy w karty. Li zaśmiał mi się do ucha, a ja przez moment nie wiedziałam o co chodzi. W końcu skumałam że skoro siedzę przed nim to on widzi wszystkie moje karty. Uderzyłam go po ramieniu i rzuciłam moje karty na środek utworzony przez nas siedzących w kręgu.
- Pas - mruknęłam i ułożyłam się wygodnie na torsie Liama. Louis zaśmiał się głośno. Graliśmy jeszcze godzinę, potem robiliśmy bliżej nieokreślone rzeczy, gadaliśmy i tak dalej. Wieczorem opowiadali sobie swoje seksualne doświadczenia, po pół godzinie słuchania o przeróżnych pozycjach i zabawkach wszyscy spojrzeli na mnie.
- A ty? - Mackenzie przekrzywiła głowę.
- Co ja? - prychnęłam bawiąc się breloczkiem od kluczy Harry'ego.
- No opowiadaj coś - wyszczerzyła się Perrie.
- Nie - potrząsnęłam głową nawet na nich nie patrząc.
- Czyżbyś wciąż była dziewicą? - uśmiechnął się chytrze Louis, a ja zmrużyłam do niego oczy.
- Nie.
- Z kimś się jakoś musiałaś pieprzyć, co nie? - Franky wyprostowała się.
- Jezu, nie będę Wam mówić jak uprawiam seks, to jest prywatna sprawa! - zawołałam.
- My ci mówiliśmy - nadąsała się Kenzie.
- Nie prosiłam się o to! Moje uszy krwawią. Nie mogę wyjść bo pada!
W końcu wszyscy zasnęliśmy w jednym namiocie, ja na Liamie, a właściwie każdy spał na kimś albo pod kimś. Perrie, Louis i Harry strasznie chrapią. Wtuliłam się w Payne'a jak poprzedniej nocy i spałam. Jest naprawdę wygodny do spania.

*Oczywiście nie namawiam tutaj do brania narkotyków, picia alkoholu czy chodzenia po mostach (Rozdział 4). Sama nigdy nie brałam narkotyków (i nie zamierzam), wszelkie moje informacje pochodzą od znajomych czy filmów. Więc bądźcie mądrzejsi od moich znajomych czy bohaterów mojego opowiadania, nie róbcie z mózgu sita i nie próbujcie narkotyków ani żadnych dopalaczy.